Earth's crown - Battle of the beadsmith 2017

Battle of the beadsmith - koralikowa bitwa

Battle of the beadsmith – wielka koralikowa bitwa naszych czasów. Czym jest i czemu wywołuje takie emocje? To internetowy odpowiednik tzw. turnieju o złote kalesony, jak to się mawiało w mojej podstawówce 😉 Zainicjowany przez Stevena Weissa konkurs ma zasady turniejowe. Uczestnicy dobierani są w pary i w każdej rundzie dalej przechodzi tylko jedna osoba z pary. Nie ma jury – głosują uczestnicy konkursu  i publika. Nie ma nagrody – poza uznaniem i chwałą w oczach innych biżuteryjek z całego świata. Nie ma reguł (prawie). Główną zasadą jest – praca ma robić wrażenie. Fenomenem tego konkursu jest to, że powstają prace zapierające dech w piersiach – wielkością, kunsztem, techniką. Co roku 200 kobiet poświęca ogrom czasu – by stworzyć pracę pokazującą ich umiejętności i kunszt. A wszystko okupione dziesiątkami koralików na podłodze (potrafią być pułapka nie gorszą niż lego), zarwanymi nocami, a i pewnie kilkoma pizzami zamiast obiadu 😉

Idea

To chyba najdłuższa część każdej pracy. Uczestnicy mają co roku około 2,5 miesiąca na uszycie pracy. Jednak już kilka tygodni wcześniej wiadomo, że jest się na liście uczestników. Po kilku następnych wiadomo, jakie są pary w pierwszej rudzie. I tak naprawdę już wtedy rozpoczyna się najbardziej pracochłonna część – szukanie idei, tworzenie szkiców. Nie ma tu narzuconych tematów – uprawiamy tzw. free style lub jak kto woli „wolną amerykankę”. Portmonetka w kształcie żaby wyplecionej z koralików – proszę bardzo! Etui na telefon w kształcie akwarium – też się znajdzie. Sari, kokoszniki czy imponujące naszyjniki – wszystko pojawia się w tym konkursie.
W moim przypadku idea nasunęła się niejako sama. w latach poprzednich powstały prace “Mermaid’s dream” oraz “Angel’s wings” Powiązanie z dwoma żywiołami, podsunęło mi myśl by kontynuować ten trop. Battle of the beadsmith 2017 rozpoczęła się dla mnie od tytułu pracy “Earth’s crown”. Wziąwszy pod uwagę, że w zeszłym roku z całej koncepcji w efekcie końcowym został tytuł pracy i kolorystyka – najważniejsze już miałam 🙂

Run, Forrest run!

Szycie pracy na battle of the beadsmith to maraton. I tak jak w maratonie trzeba rozważnie rozkładać siły. Będę szyć każdego dnia po trochu czy może  w jednym, szaleńczym zrywie zrywie? Co jeśli dopadnie mnie po drodze kontuzja (tak, tak nawet rękodzielnicy mają swoje choroby zawodowe 🙂 ) Ile czasu zostawić na sesje zdjęciową? Na te pytanie odpowiada sobie chyba każda z dziewczyn (bo głównie jednak to panie szyją i koralikują).  Co roku chyba sprawdzam inne podejście. Była praca szyta po kawałeczku – “Mermaid’s dream”. Był też szaleńczy sprint przy ‘Angel’s wings” – tą pracę uszyłam w sumie w tydzień, a fotografie robiłam ostatniego możliwego  dnia o świcie.

W tym roku postawiłam na powolny marsz ku celowi. Praca towarzyszyła mi na wyjazdach, wieczorami i w weekendy. I tak jak w maratonie – bez dobrego trenera się nie obejdzie. Wyrozumiała rodzina (zgadnijcie jak się mają zwyczajowe obowiązki domowe w trakcie maratonu) jest nie do przecenienia. A i dobre słowo od koleżanek sutaszystek sprawiało, że szyłam dalej. Choć nie raz i nie dwa miałam ochotę “rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady” 🙂

Czyżby finisz?

Sądzicie, że uszycie pracy to najtrudniejsza część? Powiedzcie to, gdy próbuję fotografować pracę o wymiarach 40 x 40 cm w namiocie bezcieniowym niewiele większym od niej:)  Albo, gdy w środku 500 tysięcznego miasta próbuję zdobyć mech na tło do zdjęć 🙂 W tym roku moje mieszkanie na kilka godzin zmieniło się w profesjonalne studio fotograficzne. Pożyczone softboxy, moje własne lampy fotograficzne, tło do zdjęć i cała reszta ograniczyła drastycznie przestrzeń życiową mojej rodziny 🙂 A i samo poszukiwanie wymarzonego kadru przypominało zajęcia jogi dla zaawansowanych.  A gdy fotografie produktowe były już gotowe – zapakowany komplet poleciał do Bydgoszczy na sesje plenerze. Tam Agnieszka Mlicka  wyczarowała elfi las i złote światło na tle zielonej łąki 🙂 Ale z przecieków (nomen omen) wiem, że zdarzały się sesje robione w krótkich przebłyskach pogody pomiędzy ulewami.

A co teraz?

A teraz święto niczym noc oscarowa. Prace w pierwszej  rundzie publikowane są sukcesywnie. Pojawiają się zachwyty i okrzyki rozpaczy gdy dwie fantastyczne prace trafią na siebie już pierwszej rundzie.  Ciekawi jesteście co się stanie z korona ziemi? Ja też 🙂 Zaglądajcie regularnie na mój FP – tam znajdziecie newsy!

Zdjęcia autorstwa:

Agnieszka Mlicka – sesje zdjęciowe z klimatem poza rzeczywistością

Aleksandra Multan